Zaznacz stronę

Ocena szefa, jego błędów i wytknięciu pomyłek można by pisać w nieskończoność. Łatwo jest nam wytykać błędy innych. Stoję z boku, patrzę, oceniam. To takie proste! Ale nie. Dziś nie będzie o innych. Dziś będzie o moich błędach jako szefa powiedziała mi Karolina (jedna z moich Klientek, z którymi pracuję 1:1). Dziś pochylę się nad sobą, wrócę pamięcią do trudnych momentów z mojego życia i wskażę te sytuacje, których można było uniknąć.  

Błąd 1 Brak granic

Też kiedyś zaczynałam. Stawiałam pierwsze kroki w roli szefa, bardziej udolne lub mniej, nauczycielem było moje doświadczenie. Pamiętam, gdy powtarzałam sobie w myślach, że z każdym będę utrzymywać koleżeńskie relacje. I wszystkim dogodzę. Będę szukać tak długo najlepszych rozwiązań, aż w końcu je znajdę i zastosuję, aby w glorii i chwale móc być oklaskiwana przez moich kolegów (bo współpracownikami czy – broń Boże! – pracownikami nikogo nawet w myślach nazwać nie mogłam). Otrzeźwienie przyszło dość szybko i nie należało do przyjemnych. Zespół, który w marzeniach sennych miał mnie oklaskiwać, patrzył na mnie nieufnie i stał po przeciwnej stronie barykady. Jak to? Dlaczego? Co zrobiłam nie tak? Przecież chciałam dobrze! To pierwsze myśli, które migały fleszami w rozgrzanym do czerwoności umyśle. I na tamten moment nie potrafiłam sprecyzować rozsądnego wniosku. Przyszedł on później, wraz z kolejnymi porażkami, które pozwalały mi na stawanie się lepszą. 

Wiem, że bycie „koleżanką” może odbywać się na innych zasadach. Nie w relacjach przełożony – podwładny. Tu ważne jest nakreślanie wzajemnych granic i ich respektowanie. I wskazywanie na te momenty, kiedy ktokolwiek je przekroczy choćby o milimetr. Tzmiana podejścia musiała nastąpić w mojej głowie, nie na sali szkoleniowej. Po prostu trzeba sobie wytłumaczyć, że role, w jakich życie nas stawia, zmieniają się. Oznacza to, że my również musimy zmienić swoje podejście. Ta zmiana roli wcale nie oznacza pozbycia się szacunku do innych. Wprost przeciwnie – szacunek rośnie. Zrozumienie roli jest najczęstszym błędem, z jakim spotykają się początkujący managerowie. Niestety błąd też może ich sporo kosztować, jeśli jego zrozumienie nadejdzie zbyt późno. Lub nie nadejdzie wcale. 

Błąd 2 – Unikanie trudnych rozmów 

O ile błąd 1 dotyczy raczej początkujących managerów, o tyle błąd 2 dotyczy szefów bez względu na doświadczenie. Znam wielu bardzo wysoko usytuowanych w strukturze managerów, którzy na swoim koncie mają wielkie sukcesy, a mimo to mówienie wprost o tym, co myślą naprawdę, sprawia im ogromną trudność. Mnie również, nie przeczę, ale powiedziałam sobie kiedyś, że zawsze bez względu na wszystko będę mówiła to, co myślę. Bez owijania w bawełnę, bez lukru, zawsze prosto w oczy tej osoby, której komunikat dotyczy. Wiąże się to z szacunkiem, jaki mam do rozmówcy, bez względu na to, kim on by nie był. Dlaczego? Bo sama tego oczekuję od innych. Chcę znać prawdę nawet wtedy, kiedy nie jest ona dla mnie wygodna. Chcę móc się z nią zmierzyć, a im szybciej to nastąpi, tym lepiej.  

Co ciekawe zdecydowana większość ludzi twierdzi, że oczekuje tego samego od innych, jednak nikt, albo zaledwie garstka osób, potrafi podjąć trudnego tematu. Mówiąc wprost, każdy feedbacku oczekuje, ale nikt nie chce go dawać… Powód jest jedenlęk i obawa. Przed tym, że popsuję relacje, że nie potrafię, że zrobię to w sposób niewłaściwy, że nie przyjmę reakcji na ten feedback i wiele innych. Nie łatwo jest to przyjąć, ale trzeba spojrzeć prawdzie w oczy: to, że nie udzielam feedbacku świadczy o mojej słabości nie tylko jako szefa, ale również jako człowieka.  

Jakie jest Twoje aktualne wyzwanie?

Potrzebujesz o nim porozmawiać?

 

Błąd 3 – Tłumaczenie się 

Chyba wciąż jeszcze ten błąd powielam, ale uczę się tego, aby stał się on już historią. Dawniej miałam w sobie niezwykłą potrzebę opowiedzenia światu o tym, co mi się przytrafiło. Dlaczego się spóźniłam pięć minut, dlaczego nie wysłałam odpowiedzi na czas, dlaczego zapomniałam o ważnym temacie, dlaczego dziś mam gorszy humor, dlaczego wymagam tego, a innego nie i tak dalej, itd…. Potrzeba tłumaczenia się i usprawiedliwiania moich czynów była tak silna, że zamiast po ludzku powiedzieć krótko i zamilknąć, wdawałam się opowieści interesujące jedynie mnie samą.  

Nie wiem dokładnie na czym polega ten błąd i dlaczego ludzie słuchają tych historyjek. Może z szacunku? Ale wiem też, że myślą swoje: „słaba jest!”. Niestety chęć tłumaczenia się świadczy jedynie o naszych lękach, ukrytych gdzieś głęboko, mających swoje korzenie pewnie jeszcze w dzieciństwie. Ten błąd, podobnie jak poprzedni, jest potwierdzeniem naszej słabości. Nie ma więc mowy o tym, aby coś pozytywnego ugrać. W tej sytuacji zawsze tracimy. Nasza reputacja, nasza pewność siebie z powodu niewinnego z pozoru tłumaczenia się, topnieje jak śnieg w marcu. 

Lekcja na przyszłość

Na koniec tych wywodów (bo nie błędów – ich jest znacznie więcej!), chcę powiedzieć, że gdyby nie one, nadal byłabym bezbronnym dzieckiem, wrażliwym na każde dmuchnięcie. To one zaprowadziły mnie do tego miejsca, w którym jestem obecnie. One skłoniły do myślenia i do poczynienia postanowień co warto, a czego nie. Jestem przekonana, że błędy obecne w życiu każdego z nas, mają w gruncie rzeczy bardzo pozytywny wymiar. Więc chciałabym Wam życzyć więcej błędów i lekcji, ale takich, których negatywne konsekwencje nie będą zbyt wielkie i dotkliwe.  

Jestem też ciekawa Waszych błędów, które wyjątkowo zapadły Wam w pamięć. Zamykając oczy i patrząc na swoje doświadczenia, jakie błędy Was ukształtowały? Będzie mi niezmiernie miło, jeśli podzielicie się ze mną tą niechlubną częścią Waszego życia, nie tylko zawodowego, w komentarzach poniżej.