Zaznacz stronę

Wciąż słyszę w głowie te słowa: “Mam dobrą pracę, dobre pieniądze. Ciekawe, ambitne zajęcia i ludzie, z którymi współpracuję, są na poziomie. Wybudowałem dom, założyłem rodzinę. Dwa razy w roku dalekie wakacje, odwiedzamy piękne miejsca. Niby wszystko jest ok, ale…. czegoś mi brakuje. Tylko czego? Co dalej powinienem zrobić? W jakim kierunku pójść?”. Pamiętam te słowa. Może dlatego, że to był naprawdę wyjątkowy człowiek. Słuchając tego, co mówił, sama chciałam mieć go w swoim zespole. I ta puenta… puenta “niby”. Mieć czy być. I jak ona się ma do naszej pracy?

Czasami trudno jest nazwać słowami to, co czujemy. Ale czujemy to „coś” podskórnie, że to miejsce, w którym jesteśmy obecnie, nie jest nam pisane na dłużej. Drogi się schodzą i rozchodzą, jak więc rozpoznać tę, która właśnie skręciła w lewo, podczas gdy nas pociąga widok z prawej?

Zmiana pracy nie jest łatwą decyzją. Wir myśli w głowie i setki pytań: czy pozostać tu, gdzie wszystko jest mi znajome, czy oderwać się od brzegu i wypłynąć w nieznane. Co zyskam, a co stracę w obu tych przypadkach? Niełatwe jest też to, że życia – jak płyty CD – cofnąć się nie da. Nie można sprawdzić, jak potoczy się nasze życie w obu tych sytuacjach jednocześnie. Nie można wybrać ścieżki A, przeżyć i doświadczyć konsekwencji, a następnie cofnąć się do punktu wyjścia, wybrać ścieżkę B i sprawdzić co się dalej stanie. Decydując się na zmianę pracy, lub cokolwiek innego, wybierasz nieznane. Kogo lub czego wtedy najlepiej posłuchać? Dobrej rady najlepszej koleżanki?

Matematyka tu nie działa. Nie da się zrobić testu, aby odczytać właściwy wynik. Na nic kryształowa kula i fusy z kawy. Ale dysponujesz czymś znacznie cenniejszym. To intuicja. Wewnętrzny głos, który podpowie Ci, co warto zrobić.

Mądre książki mówią, że należy zmieniać pracę co 5 lat. Zdmuchujesz piątą świeczkę i pakujesz karton. Sprzątasz swoje biurko. A ja Ci powiem – zapytaj siebie. Co masz jeszcze do zrobienia? Jakie drzwi przed Tobą wciąż pozostają zamknięte? Może jest jakieś wyzwanie, którego warto się podjąć? Może jakiś człowiek, z którym warto poprawić stosunki przed odejściem? Może nowy projekt? 

(czytaj dalej poniżej)

Pytanie, które zawsze stawia mnie na nogi brzmi: co byś zrobiła, gdybyś się nie bała? Jakie marzenie byś realizowała, gdyby nie obawa o dom, o pieniądze, o kredyt we franku? Jakie czynności wypełniłyby Twój dzień? Jakimi ludźmi wokół siebie mogłabyś się wtedy otoczyć? Z jakim nastawieniem witałabyś każdy wschód słońca? To pytanie starannie w sobie pielęgnuję. Dbam o to, aby moje działania nie były podsycane źródłem strachu. I gdy tylko wyczuję, że strach to jedyny motywator mojego działania, biorę się z nim za bary.

Ale zawsze staram się też dopuszczać do głosu tę drugą stronę. Patrzę, co jeszcze w pracy mogę zrobić, co mogę zyskać, czy jest coś, co wzbogaci mnie od środka. I jeśli nie ma już nic, co mogłoby mnie zatrzymać, odchodzę. Bez żalu, bez łez. Nasze drogi właśnie się rozeszły. I niech każda ze stron weźmie z tej wspólnej podróży tylko to, co dobre. Tylko to, co najlepsze.

To jest jedyny znak mówiący o tym, że warto zmienić pracę i jedyny, dla którego warto w niej pozostać. Tak, jak nie da się przyspieszyć nurtu rzeki, tak też nie da się jego osłabić. Odkryj więc swój nurt i płyń. To, w co wierzę bezgranicznie, to to, że życie pisze najlepsze scenariusze. Czy bez przeszkód? Oczywiście, że nie, ale to one nas budują. One hartują nasz charakter i sprawiają, że z każdej sytuacji wychodzimy silniejsi. A z biegiem czasu – możesz być tego pewna – spojrzysz na swoją przeszłość z czułością i stwierdzisz: dobrze, że tak się stało.